poniedziałek, 16 października 2017

Nie aż taka stara baśń



Dawno już Wam nie opowiadałem baśni, toteż naprawiam ten błąd:


                                                       


      W pewnej szczęśliwej krainie, mlekiem i miodem płynącej, gdzie krajobrazy zapierały dech w piersiach, człowiek dla człowieka był wiernym psem, a nie wilkiem, mężczyźni byli uczciwi, szlachetni i waleczni, kobiety zaś urodziwe, łagodne, wrażliwe i mądre, z jaja jakiegoś wrednego i podstępnego węża wykłuło się straszne COŚ.

     Umiało przeobrażać się w przeróżne groźne postaci: nieposkromionego żywiołu, krzewu gorejącej nienawiści, w pioruny kuliste i strzeliste i zatrute kłamstwami studnie, itp.,itp…

     Istocie owej paskudnej wszystko to było za mało! Postanowiła zatem przyoblec postać męża o pospolitej fizys i nikczemnej posturze.

     I tak rozpoczął się istny festiwal podłości: zaginięci bez śladu mężczyźni, niewolone seryjnie kobiety i pranie maleńkich mózgów niewinnych dzieci.

 Rada Starszych Krainy na sekretnym posiedzeniu postanowiła wysłać w szeroki świat posłańca, Jasia Wędrowniczka, na poszukiwanie uniwersalnego Rycerza Wybawcy

                                                      

      Szczęśliwie, po paru dniach wędrówki natknął się na Rycerza Giganta. Ten uprzejmie go wysłuchał i stwierdził:

- Owszem, mogę wam pomóc, ale nic na łapu – capu! Muszę dokładnie zorientować się w mych zasobach, tak materialnych jak i ludzkich, opracować jakąś optymalną strategię, a przynajmniej bussines plan! Zajmie mi to mniej więcej miesiąc.

- Niestety, Ekscelencjo Gigancie! Mamy nóż na gardle, a za miesiąc nie pozostanie po nas żaden ślad, nawet w Wikipedii! Przepraszam Cię, że zmarnowałeś ze mną tyle Twego cennego czasu!

Niezrażony swym pierwszym niepowodzeniem dzielny Jaś udał się na dalsze poszukiwania. Po tygodniu dotarł do Rycerza Standard. Ten również uważnie i życzliwie go wysłuchał i rzekł:

- Z mego zawodowego tytułu wynika, że mieszczę się w hierarchii średniego szczebla, a zatem moje kompetencje i możliwości też są średnie. Przede wszystkim nie działam sam. Wspomaga mnie liczne grono pijarowców, doradców i ekspertów. Zanim rozważymy wszystkie możliwe opcje, niezbędnych jest kilka publicznych debat, fachowych gremiów, obszernych opracowań, oddolnych burz mózgów, zanim ogłoszone zostaną jakiekolwiek prognozy. Potrwa to przynajmniej pół roku.

- Za pół roku, Sir Standard, to, co najwyżej, możesz o nas poczytać w jakieś apokryficznej Ewangelii! Kłaniam się i odchodzę, smutny i bez winy.

U kresu swej wędrówki uparty Jaś spotkał człowieka swej ostatniej nadziei – Rycerza Mini. Ten nawet nie wysłuchał go do końca i wypalił:

- Mam dla was jedyne możliwe rozwiązanie tego problemu i to na już. Dla większości mieszkańców mam dokładnie i szczegółowo opracowany plan natychmiastowej ewakuacji. Odchodząc stąd zabierzcie jedynie tyle gnoju i gruzu, ile się tylko da.

Natomiast dla resztek waszych elit mam coś ekstra! Oto zestaw długoterminowych wiz do USA, Chin i Rosji. Proces naprawy potrwa parę dobrych lat, a może nawet dziesięcioleci. To moja jedyna i ostateczna oferta!


Niestety, Jaś nie doczekał...

Tak oto optymistycznie kończy się moja baśń. Dodam jeszcze, że podróże kształcą… wykształconych. Mam nadzieję, że kiedyś i ciemny lud to kupi...

                                             

 


KOMUNIKAT SPECJALNY

Dziś, 17 października br., minęło 12 lat mego blogowania. Dziękuję Wszystkim Najdroższym Komentatorom, którzy tu kiedyś trafili, tym, którzy regularnie tu zaglądają i tym, którzy, choćby przypadkowo tu trafią!
Post okolicznościowy opublikuję mniej więcej za tydzień.
DO MIŁEGO ...





niedziela, 8 października 2017

Rzecz ludzka - flesz

                                                                             


     "Pesymista widzi ciemny tunel, optymista widzi światło w tunelu, realista widzi światła pociągu, maszynista widzi trzech debili na torach." - anonimowe z sieci



                                                                          

wtorek, 5 września 2017

Pan Mężalski



     Przyznaję, rzadko dzielę się z Wami moimi najzupełniej prywatnymi sprawami.  Taka przecież była idea prablogów, toteż do niej powrócę, do źródeł.

Kubcio,  Pączuś - tak pieszczotliwie nazywaliśmy tego rozkosznego dzieciaka, zaskakującego tak pytaniami jak i poważnymi sentencjami o życiu, które nie tylko nas bawiły, ale niezmiennie rozczulały.

     Z dzieciątka przepoczwarzył się w zadziornego nastolatka, a minęło parę dobrych lat, zanim okrzepł w swej prawdziwej dorosłości. Teraz dzieci, kobiety i zwierzęta wprost go uwielbiają, a on obdarza je szczerą wzajemnością.

                                                                                 



I przyszedł na niego czas. Rozsądnie odczekał parę lat w narzeczeństwie, by w tym czasie ukończyć dwa fakultety i ustabilizować swoją sytuację tak zawodową jak i materialną.

     Szkoda, że jego ojciec, w swoim czasie, nie był tak świetnie zorganizowany i poukładany! Wcale nie ubolewam nad tym, że nie jest moim lustrzanym odbiciem, bo patrząc na to szerzej, ontologicznie, przy takiej opcji, do dziś nie zeszlibyśmy z drzew.

     Zatem odpowiednie podpisy zostały złożone, a obrączki założone na serdeczne palce.


                                                                       


Moje ostatnie słowo zawarłem w mowie weselnej:

„(…) Kubusiu, jesteś prawdziwym dzieckiem szczęścia! Nie dość, że ożeniłeś się z prześliczną, dobrą i czułą kobietą, to jeszcze los obdarzył Cię wspaniałą i niesamowitą… teściową. Toż to ósmy cud świata!!!

     Sandro, od dziś masz świetnego męża. Doskonale zorganizowanego, rzutkiego, a przy tym delikatnego, czułego i odpowiedzialnego. Racja, że bywa nieraz nadopiekuńczy i być może upierdliwy, ale to tylko tzw. dobrodziejstwo inwentarza. Od Ciebie przecież też dużo zależy, abyś umiała, w razie potrzeby tak nad nim zapanować, aby on zapanował nad sobą. Zostaw mu też w ewentualnych potyczkach ostatnie słowo. Przynajmniej po to, aby mógł cię prosić o przebaczenie…”

                                                          

Nie uniknąłem przy tym nostalgicznych wspomnień sprzed dwudziestu dziewięciu lat:


                                                                                    

Na koniec wypada Wam życzyć, Kubusiu i Sandro, że nie tylko pobraliście się, ale i dobrali!

A mnie z kolei trzeba tylko cierpliwie czekać na kolejne… świadome dziadostwo!